Ok. Na dziś skończyłam. I dzięki Ci, ty na górze! Nie wiem
czy zniosłabym kolejne : Tu popraw! Nie takk! Rusz się! Albo się przyłożysz ,
albo ci opuszczę z pensji!. Tak , owszem moja szefowa Alishia , niewysoka
blondynka w podeszłym wieku uwielbiała psuć ludziom humor. Potrafiła przyczepić
się nawet takiej drobnostce jaką jest nie równo wypieczona bułka! Dlatego z
westchnieniem ulgi, rzuciłam paru osobom krótkie „Cześć” i szybko opuściłam
budynek cukierni. No to teraz czas na odstresowywanie, pomyślałam.
Wyciągnęłam komórkę, aby zadzwonić do Loli (nie wiem czy
mogę nazwać ją swoją przyjaciółką, ale lubiłam jej towarzystwo i świetnie się
dogadywałyśmy).Odebrała po trzech sygnałach.
-No hej małą! Co słychać?- Rozległ się w słuchawce jej
dziecięcy, wesoły głos.
-Wszystko ok. Ale tak się zastanawiam…. Czy nie wyszłybyśmy
dziś gdzieś na miasto? Wiesz Pani A znów miała zły dzień i pomyślałam że miło
by było jakoś odreagować jej humory.
-Vik naprawdę bym chciała ale, nie dziś… Mam randkę z
Andre.-Ostatnie zdanie wypowiedziała tak głośno i piskliwie że musiałam odsunąć
słuchawkę od uszu bo jeszcze by mi coś uszkodziła.-Serio? Jesteś pewna że on
wie, że to randka- Zaśmiałam się w duchu.
- Tak! To znaczy… Umówiliśmy się na te no wiesz… zapoznawanie
się z aktami sprawy.-Zaczęła bełkotać. Biedny Andre. On nie miał bladego
pojęcia jakie plany ma co do niego Lola. Już widzę jego minę kiedy zobaczy Lolz
w czarnej mini i bluzce z koronką. Moja przyjaciółka in spe była obrzydliwie
dobrym prawnikiem. Nie mam pojęcia jak to możliwe, gdyż chwilami jest jak
blond-tornado…. No ale trzeba jej przyznać. Ma gadane, pewnie dlatego genialnie
radzi sobie w sądzie.
-Ok, ok. Nie gorączkuj się, jakoś sobie sama poradzę.
-Dzięki Viki! Tak z ciekawości zapytam… Idziesz polować, no
nie?- Spytałam się sama siebie jak to możliwe że mnie tak dobrze zna? Po czym
odparłam.
-Pewnie tak… Mam ochotę pobiegać.
-Dobra to ja lecę! Muszę się umalować… I Vik?
-No?
-Słyszałam że Gabriel szuka nowych tropicieli.- Powiedziała,
a ja czułam że się uśmiecha.
-Nie ma mowy!
-Ale ty jesteś w tym ZAJEBISTA!- Dodała przeciągając każdą
literę ostatniego słowa.
-Przesadzasz. Ale nawet gdyby, to i tak nigdy nie będę
pracować dla tego pacana!- Westchnięcie po drugiej stronie linii.
-Jak tam sobie chcesz. To pa małą!
-Pa- Rozłączyłam się pierwsza. Moje myśli krążyły wokół słów
przyjaciółki… Pracować dla Władcy Bestii. Pracować dla Władcy Bestii. Pracować
dla Władcy Bestii…… Nie! Stop! Nigdy! Przenigdy nie będę dla niego pracować! Nie
po tym jak się upokorzyłam przed nim tą rozmową sprzed 4 miesięcy…
Tak rozmyślając, złapałam taxówkę i skierowałam kierowcę na
przedmieścia Atlanty. Znajdowały się tam głównie lasy. Całkowity ZEN. Miałam
zamiar spuścić soje zwierzęce instynkty na dłuższą smycz. Kiedy już
dojechaliśmy, zapłaciłam i zaczekałam aż taxówka odjedzie. Kiedy już zniknęła z
drzewami zaczęłam się rozbierać. Normalnie zmiennokształtni nie przywiązywali
wagi do takich ceregieli ale ja jednak wydawałam to 200 dolarów miesięcznie na
ciuchy więc niezbyt mi się widziało rozszarpanie ich przy przemianie. Więc
kiedy już się pozbyłam całej swojej dzisiejszej garderoby przywołałam zmianę.
Zmiennokształtni oprócz ludzkiej formy mieli jeszcze dwie:
bojową i całkowitą. Bojowa forma była częściowa gdyż, w połowie zostawało się
człowiekiem, natomiast całkowita zmieniała ciało całkowicie w formę twojej bestii.
Ja osobiście preferowałam tą drugą. A że podczas tego zachowywałam ludzką
świadomość mogłam bez problemu często w niej przebywać. Jak lisica miałam
gdzieś około 1.7 m w kłębie i ważyłam około 50-60 kg. Lisy tyle nie ważą, ale
przecież ja nie byłam lisem. Byłam zmiennokształtna z genem lisa w wirusie
Lyc-V. Ten oto wirus odpowiadał za to czy jesteś czy nie jesteś
zmiennokształtnym. Można się nim było zarazić, poprzez ugryzienie nosiciela
wirusa lub się z nim urodzić. Osoby zarażone mogły wybrać z pośród 2 opcji:
dołączyć do Ludzi Kodeksu lub stać się Lopem, na pół-człowiekiem na
pół-zwierzęciem, odrażającą, bezmózgą istota wiecznie łaknącą krwi. Ja byłam
rdzenną zmiennokształtną od urodzenia.
Urodziłam się w stanie Colorado. Piękne słońce, zielone
liściaste lasy…. Raj dla lisołaka.Aż pewnego dnia ojciec oznajmił że
wyjeżdżamy… No cóż. I tak oto przyłączyliśmy się do atlanckiej Gromady.
Tutejszy klan zwinnych składał się prawie wyłącznie z samych azjatów, więc
wszyscy zachwycali się moją „rzadką” urodą. W szkole miałam łatwo. Nauka
zmiennokształtnych trwa od 5 do 7 lat. Resztę czasu do uzyskania pełnoletniości
zostaje wypełnione obowiązkami związanymi z , jak to najładniej określić…
„Charytatywnymi działaniami na rzecz własną i braci”. Ładnie to brzmi ale w praktyce
nie jest już tak fajnie. Półtoraroczna praca przy leśnictwie była niezbyt
przyjemna, ale dzięki niej odkryłam swój talent tropiciela. Niby każdy
przeciętny zmiennokształtny miał 10 razy bardziej rozwinięty węch niż u
człowieka, jednak moje zdolności nie należały do „przeciętnych”. Potrafiłam, po
złapaniu tropu, wyczuć jego źródło nawet z przestrzeni 10 km, a dotarcie do
niego zajmowało mi góra 2 godziny.
Tak samo teraz złapałam zapach sporego zająca. Nie miałam
zamiaru go zjeść, ograniczałam zjadanie niewinnych zwierząt do minimum na jakie
pozwalały mi moje „dzikie” potrzeby. Chciałam po prostu wyładować całe napięcie
dzisiejszego dnia skupiona na łowach. Kiedy już znalazłam się 50 metrów od
mojego celu przyczaiłam się do skoku. Teraz
już mi nie uciekniesz. Zaczerpnęłam w płuca świeżego powietrza i
wyskoczyłam… Mój. Mój. Mój. Krzyczały
we mnie instynkty. ale zamiast na puszyste futerko królika skoczyłam na… Nie to
nie możliwe, Pięknego srebrno-białego tygrysa. Zorientowawszy się, że coś co na
niego skoczyło jest żywe, tygrys warknął, ale kiedy na mnie spojrzał zobaczyłam w
jego oczach zaskoczenie. Uf. Miałam szczęście, że to był zmiennokształtny, to on miałby nade mną przewagę.Ze swoimi kłami i ostrymi pazurami.
Dlatego też odetchnąwszy z ulgą zaczęłam niezgrabnie
złazić z pleców towarzysza. Kiedy chciałam puścić się biegiem w stronę z której
przybyłam , coś zafalowało i rozległ się rozbawiony głos mężczyzny:
-Niezły skok.-Zaśmiał się gardłowo, a ja chciałam się zapaść
pod ziemię. Jeszcze jego brakowało.-Chcesz to mogę się z Tobą podzielić tym
zającem. Za to jak pięknie „na mnie wpadłaś” mogę zrobić wszystko, nawet jeżeli
będzie to oddanie mojej długo ściganej zdobyczy.- Zdawało mi się? Czy on do
mnie mrugnął? Nie, niemożliwe… A jednak! Znów szczerzył się szelmowsko. Jakże
inaczej? Przecież wylądowałam na nim okrakiem… Jasne że mu się podobało.
Musiałam jak najszybciej stąd uciec i modlić się aby nie rozpoznał mnie w
zwierzęcej postaci…
-Mówiłem ci już że śliczny z ciebie lisek, Viki?- A jednak.
Rozpoznał.- Przemień się. Porozmawiajmy jak ludzie.-Powiedział to
uwodzicielskim tonem, przez co mój wzrok nieświadomie powędrował na niego. Był
nagi. Oczywiste że tak, pewnie nie planował przemiany aż do powrotu więc nie
zabrał ze sobą ubrań… Taksowałam go . Jego szerokie barki, kaloryfer i ….Oj!
Momentalnie wlepiłam wzrok w ziemię. Woń mojego zawstydzenia uniosła się w powietrzu.
Mój rozmówca pociągnął dyskretnie nosem i się uśmiechnął. Jego ta sytuacja
bawiła!
-Więc? Porozmawiamy?- Jeszcze czego?! Nie miałam
najmniejszego zamiaru rozmawiać ani
paradować przed Władcą Bestii nago.
Dla zmiennokształtnych nagość nie była niczym krępującym,
ale jeszcze by sobie mógł coś pomyśleć..W ułamku sekundy zmieniłam postać na częściową.
Kątem oka zauważyłam jego rozczarowanie, które momentalnie znikło
zastąpione na powrót głupkowatym
uśmieszkiem. On naprawdę myślał że mu się nago pokażę! Niedoczekanie.
-Nie dzięki. Nie mamy o czym rozmawiać. Wszystko mi już
dokładnie wyjaśniłeś 4 miesiące temu. Przepraszam że na ciebie skoczyłam , to
się nie powtórzy.- Uśmiech powoli zrzedł zastąpiony przez maskę opanowania tak
charakterystyczną dla Władcy Bestii.
-Masz niezwykle rozwiniętą formę bojową.- Stwierdził bez żadnego
„przepraszam” zmieniając temat. No tak zauważył.
Moi pobratyńcy przez całe życie udoskonalali formę bojową kiedy ja nic nie
musiałam robić w tym kierunku. Wyraźne mówienie w formie częściowej było nie
lada sztuką. Ja potrafiłam to od urodzenia. Nie powiem ale zrobiło mi się miło.
Takie słowa w JEGO ustach to tak jakby komplement. Ale nie mogłam dać po sobie
tego poznać.
-Skończyłeś? Jeśli tak to wybacz ale mam lepsze zajęcia niż oglądanie
…ciebie.- Odwróciłam się kiedy złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie tak
że zderzyłam się czołem z jego klatką piersiową.
-Zaczekaj.
-Puść mnie.
-Nie póki mnie nie wysłuchasz.- Przez chwilę mierzyliśmy się
spojrzeniami. Zastanawiałam się czy mu nie ulec, ale po chwili namysłu doszłam
do wniosku, że wtedy byłabym jak te wszystkie inne zmiennokształtne, które nabrały
się na jego śliczną buźkę. Doceniałam to że nie zmusił mnie mocą Alfy , ale to
nie zmieniło faktu że nie chciałam z nim gadać.
-PUŚĆ.MNIE. – Warknęłam, zaskoczony tym że miałam odwagę to zrobić puścił moja rękę. Zmieniłam się w
biegu i pognałam w stronę miejsca gdzie zostawiłam rzeczy.