Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 czerwca 2014

Rodział II



Ok. Na dziś skończyłam. I dzięki Ci, ty na górze! Nie wiem czy zniosłabym kolejne : Tu popraw! Nie takk! Rusz się! Albo się przyłożysz , albo ci opuszczę z pensji!. Tak , owszem moja szefowa Alishia , niewysoka blondynka w podeszłym wieku uwielbiała psuć ludziom humor. Potrafiła przyczepić się nawet takiej drobnostce jaką jest nie równo wypieczona bułka! Dlatego z westchnieniem ulgi, rzuciłam paru osobom krótkie „Cześć” i szybko opuściłam budynek cukierni. No to teraz czas na odstresowywanie, pomyślałam.
Wyciągnęłam komórkę, aby zadzwonić do Loli (nie wiem czy mogę nazwać ją swoją przyjaciółką, ale lubiłam jej towarzystwo i świetnie się dogadywałyśmy).Odebrała po trzech sygnałach.
-No hej małą! Co słychać?- Rozległ się w słuchawce jej dziecięcy, wesoły głos.
-Wszystko ok. Ale tak się zastanawiam…. Czy nie wyszłybyśmy dziś gdzieś na miasto? Wiesz Pani A znów miała zły dzień i pomyślałam że miło by było jakoś odreagować jej humory.
-Vik naprawdę bym chciała ale, nie dziś… Mam randkę z Andre.-Ostatnie zdanie wypowiedziała tak głośno i piskliwie że musiałam odsunąć słuchawkę od uszu bo jeszcze by mi coś uszkodziła.-Serio? Jesteś pewna że on wie, że to randka- Zaśmiałam się w duchu.
- Tak! To znaczy… Umówiliśmy się na te no wiesz… zapoznawanie się z aktami sprawy.-Zaczęła bełkotać. Biedny Andre. On nie miał bladego pojęcia jakie plany ma co do niego Lola. Już widzę jego minę kiedy zobaczy Lolz w czarnej mini i bluzce z koronką. Moja przyjaciółka in spe była obrzydliwie dobrym prawnikiem. Nie mam pojęcia jak to możliwe, gdyż chwilami jest jak blond-tornado…. No ale trzeba jej przyznać. Ma gadane, pewnie dlatego genialnie radzi sobie w sądzie.
-Ok, ok. Nie gorączkuj się, jakoś sobie sama poradzę.
-Dzięki Viki! Tak z ciekawości zapytam… Idziesz polować, no nie?- Spytałam się sama siebie jak to możliwe że mnie tak dobrze zna? Po czym odparłam.
-Pewnie tak… Mam ochotę pobiegać.
-Dobra to ja lecę! Muszę się umalować… I Vik?
-No?
-Słyszałam że Gabriel szuka nowych tropicieli.- Powiedziała, a ja czułam że się uśmiecha.
-Nie ma mowy!
-Ale ty jesteś w tym ZAJEBISTA!- Dodała przeciągając każdą literę ostatniego słowa.
-Przesadzasz. Ale nawet gdyby, to i tak nigdy nie będę pracować dla tego pacana!- Westchnięcie po drugiej stronie linii.
-Jak tam sobie chcesz. To pa małą!
-Pa- Rozłączyłam się pierwsza. Moje myśli krążyły wokół słów przyjaciółki… Pracować dla Władcy Bestii. Pracować dla Władcy Bestii. Pracować dla Władcy Bestii…… Nie! Stop! Nigdy! Przenigdy nie będę dla niego pracować! Nie po tym jak się upokorzyłam przed nim tą rozmową sprzed 4 miesięcy…
Tak rozmyślając, złapałam taxówkę i skierowałam kierowcę na przedmieścia Atlanty. Znajdowały się tam głównie lasy. Całkowity ZEN. Miałam zamiar spuścić soje zwierzęce instynkty na dłuższą smycz. Kiedy już dojechaliśmy, zapłaciłam i zaczekałam aż taxówka odjedzie. Kiedy już zniknęła z drzewami zaczęłam się rozbierać. Normalnie zmiennokształtni nie przywiązywali wagi do takich ceregieli ale ja jednak wydawałam to 200 dolarów miesięcznie na ciuchy więc niezbyt mi się widziało rozszarpanie ich przy przemianie. Więc kiedy już się pozbyłam całej swojej dzisiejszej garderoby przywołałam zmianę.
Zmiennokształtni oprócz ludzkiej formy mieli jeszcze dwie: bojową i całkowitą. Bojowa forma była częściowa gdyż, w połowie zostawało się człowiekiem, natomiast całkowita zmieniała ciało całkowicie w formę twojej bestii. Ja osobiście preferowałam tą drugą. A że podczas tego zachowywałam ludzką świadomość mogłam bez problemu często w niej przebywać. Jak lisica miałam gdzieś około 1.7 m w kłębie i ważyłam około 50-60 kg. Lisy tyle nie ważą, ale przecież ja nie byłam lisem. Byłam zmiennokształtna z genem lisa w wirusie Lyc-V. Ten oto wirus odpowiadał za to czy jesteś czy nie jesteś zmiennokształtnym. Można się nim było zarazić, poprzez ugryzienie nosiciela wirusa lub się z nim urodzić. Osoby zarażone mogły wybrać z pośród 2 opcji: dołączyć do Ludzi Kodeksu lub stać się Lopem, na pół-człowiekiem na pół-zwierzęciem, odrażającą, bezmózgą istota wiecznie łaknącą krwi. Ja byłam rdzenną zmiennokształtną od urodzenia.
Urodziłam się w stanie Colorado. Piękne słońce, zielone liściaste lasy…. Raj dla lisołaka.Aż pewnego dnia ojciec oznajmił że wyjeżdżamy… No cóż. I tak oto przyłączyliśmy się do atlanckiej Gromady. Tutejszy klan zwinnych składał się prawie wyłącznie z samych azjatów, więc wszyscy zachwycali się moją „rzadką” urodą. W szkole miałam łatwo. Nauka zmiennokształtnych trwa od 5 do 7 lat. Resztę czasu do uzyskania pełnoletniości zostaje wypełnione obowiązkami związanymi z , jak to najładniej określić… „Charytatywnymi działaniami na rzecz własną i braci”. Ładnie to brzmi ale w praktyce nie jest już tak fajnie. Półtoraroczna praca przy leśnictwie była niezbyt przyjemna, ale dzięki niej odkryłam swój talent tropiciela. Niby każdy przeciętny zmiennokształtny miał 10 razy bardziej rozwinięty węch niż u człowieka, jednak moje zdolności nie należały do „przeciętnych”. Potrafiłam, po złapaniu tropu, wyczuć jego źródło nawet z przestrzeni 10 km, a dotarcie do niego zajmowało mi góra 2 godziny.
Tak samo teraz złapałam zapach sporego zająca. Nie miałam zamiaru go zjeść, ograniczałam zjadanie niewinnych zwierząt do minimum na jakie pozwalały mi moje „dzikie” potrzeby. Chciałam po prostu wyładować całe napięcie dzisiejszego dnia skupiona na łowach. Kiedy już znalazłam się 50 metrów od mojego celu przyczaiłam się do skoku. Teraz już mi nie uciekniesz. Zaczerpnęłam w płuca świeżego powietrza i wyskoczyłam… Mój. Mój. Mój. Krzyczały we mnie instynkty. ale zamiast na puszyste futerko królika skoczyłam na… Nie to nie możliwe, Pięknego srebrno-białego tygrysa. Zorientowawszy się, że coś co na niego skoczyło jest żywe, tygrys warknął, ale kiedy na mnie spojrzał zobaczyłam w jego oczach zaskoczenie. Uf. Miałam szczęście, że to był zmiennokształtny,  to on miałby nade mną przewagę.Ze swoimi kłami i ostrymi pazurami.
 Dlatego też odetchnąwszy z ulgą zaczęłam niezgrabnie złazić z pleców towarzysza. Kiedy chciałam puścić się biegiem w stronę z której przybyłam , coś zafalowało i rozległ się rozbawiony głos mężczyzny:
-Niezły skok.-Zaśmiał się gardłowo, a ja chciałam się zapaść pod ziemię. Jeszcze jego brakowało.-Chcesz to mogę się z Tobą podzielić tym zającem. Za to jak pięknie „na mnie wpadłaś” mogę zrobić wszystko, nawet jeżeli będzie to oddanie mojej długo ściganej zdobyczy.- Zdawało mi się? Czy on do mnie mrugnął? Nie, niemożliwe… A jednak! Znów szczerzył się szelmowsko. Jakże inaczej? Przecież wylądowałam na nim okrakiem… Jasne że mu się podobało. Musiałam jak najszybciej stąd uciec i modlić się aby nie rozpoznał mnie w zwierzęcej postaci…
-Mówiłem ci już że śliczny z ciebie lisek, Viki?- A jednak. Rozpoznał.- Przemień się. Porozmawiajmy jak ludzie.-Powiedział to uwodzicielskim tonem, przez co mój wzrok nieświadomie powędrował na niego. Był nagi. Oczywiste że tak, pewnie nie planował przemiany aż do powrotu więc nie zabrał ze sobą ubrań… Taksowałam go . Jego szerokie barki, kaloryfer i ….Oj! Momentalnie wlepiłam wzrok w ziemię. Woń mojego zawstydzenia uniosła się w powietrzu. Mój rozmówca pociągnął dyskretnie nosem i się uśmiechnął. Jego ta sytuacja bawiła!
-Więc? Porozmawiamy?- Jeszcze czego?! Nie miałam najmniejszego zamiaru  rozmawiać ani paradować przed Władcą Bestii nago.
Dla zmiennokształtnych nagość nie była niczym krępującym, ale jeszcze by sobie mógł coś pomyśleć..W ułamku sekundy zmieniłam postać na częściową. Kątem oka zauważyłam jego rozczarowanie, które momentalnie znikło zastąpione  na powrót głupkowatym uśmieszkiem. On naprawdę myślał że mu się nago pokażę! Niedoczekanie.
-Nie dzięki. Nie mamy o czym rozmawiać. Wszystko mi już dokładnie wyjaśniłeś 4 miesiące temu. Przepraszam że na ciebie skoczyłam , to się nie powtórzy.- Uśmiech powoli zrzedł zastąpiony przez maskę opanowania tak charakterystyczną dla Władcy Bestii.
-Masz niezwykle rozwiniętą formę bojową.- Stwierdził bez żadnego  „przepraszam” zmieniając temat. No tak zauważył. Moi pobratyńcy przez całe życie udoskonalali formę bojową kiedy ja nic nie musiałam robić w tym kierunku. Wyraźne mówienie w formie częściowej było nie lada sztuką. Ja potrafiłam to od urodzenia. Nie powiem ale zrobiło mi się miło. Takie słowa w JEGO ustach to tak jakby komplement. Ale nie mogłam dać po sobie tego poznać.
-Skończyłeś? Jeśli tak to wybacz ale mam lepsze zajęcia niż oglądanie …ciebie.- Odwróciłam się kiedy złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie tak że zderzyłam się czołem z jego klatką piersiową.
-Zaczekaj.
-Puść mnie.
-Nie póki mnie nie wysłuchasz.- Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Zastanawiałam się czy mu nie ulec, ale po chwili namysłu doszłam do wniosku, że wtedy byłabym jak te wszystkie inne zmiennokształtne, które nabrały się na jego śliczną buźkę. Doceniałam to że nie zmusił mnie mocą Alfy , ale to nie zmieniło faktu że nie chciałam z nim gadać.
-PUŚĆ.MNIE. – Warknęłam, zaskoczony tym że miałam odwagę  to zrobić puścił moja rękę. Zmieniłam się w biegu i pognałam w stronę miejsca gdzie zostawiłam rzeczy.

3 komentarze :

  1. Boski boski boski boski ja chce next !!!! <3 /g

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno dodam. Miło mi że się komuś podoba ^_^.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie czytam ff. Jedyne co mogę ci doradzić to zmianę szablonu, albo tła posta, bo na tym nic nie widać z tekstu i przeczytanie tego: http://everythinghadchanged.blogspot.com/p/blog-page_1.html
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń